weekend, pierwsze 30 minut wyjęte z życiorysu. Zaczynając od piątku bez fizyki - było dobrze, sobota w kinie z osobą, do której mimo wszystko mnie ciągnie nadal. Niedziela od 16:30 do u Ani, w celu wyjaśnienia sytuacji z soboty, mianowicie nieodzywania się. Okazało się, iż chodzi o moją świetną, w wielkim cudzysłowie, cechę, mianowicie robienie tych wspaniałych istot zwanych chłopakami w tzw. kulki. Następnie nieodparta chęć do picia, a później już tylko jeden, wielki krzyk i brak pamięci, ciekawe... a teraz? żal do siebie, żałuję, że żyję, pierwszy raz tak bardzo żałuję wszystkiego co robiłam do dziś, nie szanuję uczuć, to dobija, myślę o sobie i to dobija dwukrotnie.
dziś groby, rodzina, odpoczynek od myślenia.
chyba widać? - mam okropnie dosyć
