12/25/2011

mam przemyślenia, wigilia była nijaka, gorsza niż rok temu, beznadziejna...
nie mogę patrzeć spokojnie na to jak rodzina spotyka się, nie ma swobody, kolęd, nie ma nic. Jak można kogoś krzywdzić x lat wcześniej, a teraz prosto w twarz składać mu życzenia tak sprzeczne z tym co się kiedyś zrobiło, jak można się śmiać z braku pieniędzy, jeżeli samemu jest się powodem tego braku, jak można być tak chciwym i bezdusznym, jak można być takim wobec rodziny? przecież rodzina to największe dobro jakie człowiek posiada w życiu, nie zawsze jest kolorowo, ale nie ma drugiej mamy, której można wypłakać się w ramie, ani 2 tej samej siostry, która bądź co bądź nie jest przeciwnikiem w dążeniu do pokazania kto jest lepszy... Pieniądze chyba są dzisiaj najważniejsze, nie masz pieniędzy jesteś nikim. Nigdy nie płakałam w wigilie, dziś mi się zdarzyło i bardzo nie lubię tego uczucia, nie lubię też tego, że na przyszły rok nie mogę obiecać sobie w tych kwestiach zmiany, bo przecież ja sama nic nie zmienie, ale za 2 lata na własną rękę będę mogła ubiegać się o klucz do mojego szczęścia i moich, przyszłych, dobrych lat.