ciągle na coś czekamy. Na herbate, obiad, pieniądze, przyjaźń, miłość, na miejsce w autobusie, na chłopaka, na ustanie bólu, na wiarę... ciągle łudzimy się, że coś się zmieni, drgnie. A potem stajemy się grubymi, biednymi samotnikami, plującymi sobie w brodę, bo zmarnowaliśmy 3/4 życia, żeby na coś, najczęściej kogoś czekać, WARTO? może w tej chwili trzeba wziąć wszystko w swoje ręce i przenieść przez to pieprzone życie, żeby zakwitło choć trochę szczęścia.
czemu jak jestem z Tobą to Ci wierze, a jak odchodzę, to myślę, że Ty zmieniasz się w kogoś całkowicie innego. Puknąć dziewczyne tak szybko? MOŻNA, nie wiem co masz w głowie, ale ciągle słysze, zależy, a kiedy sama mówię, że już to straciłeś, to wierzę w to tak, jak w to, ze za chwile bedzie 30 stopni. Płaczesz, nikt jeszcze nie płakał, bo mu zależało, ale czy to nie jest branie na litość? bo jesteś cholernym egoistą i dalej chcesz, żeby to Tobie było dobrze... nie patrząc całkowicie, co czują inni.