11/17/2012

teoretycznie czuję się dużo lepiej niż przez ostatni czas. bardziej pewnie w stosunku do tego co robię, ale cały czas nie do końca z pełnym przekonaniem, może gdzieś je znajdę, jak przyjdzie na to odpowiednia pora. Nie żałuję wczorajszego wyjazdu, na trzeźwo też można się bawić i to całkiem nieźle. Dziwnie wpłynęły na mnie zachowania i słowa kilku osób, co do mnie, ale przecież to moje życie, jeżeli je sobie popsuję, to tylko i wyłącznie na własną odpowiedzialność. Gdzieś w środku jest jeszcze ta zszargana nadzieja, która chce, ale wie, że to głupota.
patrzę na przyjaźń i nic nie widzę, a chciałabym. chyba tamte sytuacje nic nie zmieniły, dalej tkwimy w jakimś martwym punkcie, mimo że każda doświadcza czegoś beznadziejnego i jest w kiepskim położeniu, nie umiemy sobie nawet pomóc, nie umiemy porozmawiać, wyjść, nie wiem czy my cokolwiek jeszcze umiemy, chociaż chciałabym się przekonać chociaż jednego dnia, że jednak się da, można, że wystarczy tylko chcieć.