Kiedy czar prysł, to wszystko inne zaczęło się sypać. Zgubiłam gdzieś sens, od maja byłam całkiem inną osobą, która chciała coś zmienić, ale jednak nie wychodziło. Motałam się między wieloma opcjami i chyba żadnej w pełni nie zrealizowałam, utknęłam w martwym punkcie, w którym siedzę do dzisiaj.
Relacje z dziewczynami stały się prawiedyplomatyczne, uleciały wszystkie obietnice i wsparcie, które było zawsze, już wspominałam o worku bez dna... nie widzę nawet zdjęć z wakacji, co niesamowicie mnie smuci, jedyne co mogę wspominać to wizyty na BH (tak, to chyba był naprawdę najlepszy okres i najlepsi
ludzie), 2 z naszych wspaniałych grillów i wakacyjne spanie u mnie, ale też nie w pełnym składzie.
trochę zamknęłam się w sobie, wolałam dusić problemy, siedząc w domu i patrząc w ścianę. Strasznie dużo łez poleciało w tym roku i padło wiele nieciekawych slow, były inne uczucia zaczynając od zauroczenia, kończąc na żalu. Cały rok toczyłam walkę z przyjaźnią damko - męską, która odegrała chyba jedną z większych rol. Dzisiaj mogę powiedzieć, ze w nią nie wierze, chociaż cały rok upierałam się, ze taka istnieje. Czuję bardzo mocno - zauroczenie, nadzieja i zal, ciekawa mieszanka, ale chyba tylko sobie mogę pluć w brodę, że sprawa przybrała taki, a nie inny obrót. Wypad do lodzi i szybka ucieczka, spacery, rozmowy, Warszawa, oglądanie zdjęć, impreza, miliony kłótni, ale i moje urodziny, jego urodziny i grill, po którym śmieje się do dziś, osiemnastka i inne, które już w przyszłym roku chyba nie zagoszczą.
Co do ludzi, to jak zwykle straciłam wiarę. Był fałsz, obłuda i kłamanie w żywe oczy, ale i wiele pozytywnych osób które zostają do tej pory, mam na myśli Balsi, która jest ogromnym wsparciem i naprawde przestrasznie cieszy mnie ta znajomość, Kubę i chłopaków, Piotra P, całkiem nowy kontakt z tyranem, który przecież tak bardzo zawiódł. Uodporniłam się chyba na krzywe spojrzenia i znaczą one coraz mniej. Doszłam do wniosku, że trzeba dążyć do tego, co dla nas samych jest dobre. Chciałam również zaznaczyć, że każda z moich przyjaciółek znalazła chłopaka, czego tak bardzo kiedyś sobie życzyłyśmy! Co do miejsc i imprez to dominowały szkolne korytarze i dom, a w czasie wolnym Bocheń, 18 w oberży, gdzie jeszcze przewinely się watki milosne, letni wypad na gorę z lechem shandy i widokiem na gwiazdy... byyyło tego troche.
co do wakacji to Łeba i Sielpia, nic poza, było dobrze, ale mogło być lepiej.
polepszenie stosunkow z siostra, brak bicia, a wspólne gryyyy!
to jest mała japka, którą kocham najbardziej na świecie, mimo że dzieli nas 12 lat
a co do mnie, to chyba stalam się bardziej skryta, zamiast walczyć, siedzę i użalam się nad soba, nie umiem poradzić sobie w żaden prosty sposób. podjęłam kilka ważnych decyzji, jedne wyprowadziły mnie na manowce, a inne dały pozytywny odzew. sama nie wiem, których było więcej.
ŻYCZĘ SOBIE, ŻEBY TEN ROK BYŁ DUŻO LEPSZY, CHOCIAŻ WIEM, ZE KAŻDY NOWY JEST DUŻO GORSZY OD POPRZEDNIEGO, A DOPIERO POTEM DOCENIA SIĘ KAŻDY PO KOLEI. NIE CHCE NIC POZA PAROMA CHWILAMI SZCZĘŚCIA.
5 POSTANOWIEŃ!
1) SCHUŚĆ, OGARNĄĆ SIŁOWNIE
2) OGRANICZYĆ KONTAKTY W KWESTII PRZYJAŹNI DAMSKO-MĘSKIEJ
3) ZMIENIĆ STOSUNEK DO LUDZI
4) ODNALEŹĆ ZAGUBIONĄ ASERTYWNOŚĆ
5) OGARNĄĆ SZKOLE, JUŻ ZA ROK MATURA!
dam radę, tym słowem zacznę!


















