siedzę na dywanie, tym samym, który przeżył rudego kota i tak się ciężko zastanawiam jak to jest. Jesteś dla kogoś całym światem, przychodzi jedna chwila i nie ma tego, wszystko obraca się przeciwko, z osoby z jakąś wartością, stajesz się nikim, nie wiedzieć czemu tak nagle, przecież nic konkretnego się nie stało, tak miało być, to jasne. ludzie często nie rozumieją, inni na złość biorą całą swoją winę w ręce i chcą rzucić ją na kogoś innego, nie wiem co bardziej prawdopodobne, pierwsza czy druga wersja, dla zagmatwania sprawy należałoby dodać, ze istnieje też trzecia - wina jest zawsze po obu, niezależnie od sytuacji, które towarzyszą. Więc jak to jest? Jak to będzie? może lepiej nie uprzykrzać sobie życia, każdy ma swoje uczucia, priorytety, każdy, ale to każdy chce szczęścia, tego, przy którym wszystko wydaje się proste ponad stan.
