czuję, a właściwie nie czuję, bo zostałam pozbawiona wszelkich uczuć. lezę, trzęsą mi się ręce. patrzę w sufit i analizuję każde spotkanie, tak jakby było jednym z 1. przypominam sobie słowa, zdania, obietnice. przywołuje miejsca i zaczynam nienawidzić sytuacje. potem przechodze powoli do spojrzeń, gestów, szukam szacunku i zrozumienia, których nie ma i nigdy nie było. uśmiecham się do chwil, które były szczęśliwe, zaciskam oczy na myśl o tych złych. jestem rozbita, pocięta na milion kawałków, z których kazdy leży gdzie indziej i woła o co innego. to wszystko ciężkie, niezroumiałe, takie bolące. cieszę się, że są ludzie, którzy mają dla mnie czas. kubakubakuba. gdyby nie oni, to może nie napisałabym tu ani jednego słowa, może już byłabym blisko tych myśli, które by mnie zabiły.
