i tak już jest. leżę, posprzątałam, a potem nie miałam co robić. plan, który był, odłożyłam na bok, sama nie wiem dlaczego. znowu chce mi się płakać, chociaż nie mam pojęcia z czym to jest związane. tu nie ma jednego, poważnego powodu, przez który jestem w takim stanie, przeszkadza mi wszystko. najgorsze, co widzę, jest to, że kompletnie na niczym mi nie zależy, w dupie mam szkołe, w dupie mam ludzi, w dupie mam dom, w dupie mam to, czy obok mnie stoi sterta śmieci, w dupie mam jak się czuje, w dupie mam uczucia, wszystko to, najchętniej przykryłabym się kocem po czubek głowy i nie wynurzała przez następne 50 lat, nic nie ma znaczenia. nic sie nie zmieni, bo ja już sobie nie poradzę. przeżuta, wypluta i jeszcze pokopana. święta będą jedna wielka pustką i ciągłym zastanawianiem się. po studniówce koniec tej beznadziejnej relacji, która zabiera ze mnie wszystko to, co najlepsze, nie dając nic w zamian. chyba jednak dostaje po dupie za to, co robiłam kiedys. JA PIERDOLE, NIECH MI KTOŚ POMOŻE, COŚ POWIE, BO NAPRAWDĘ BĘDZIE ŹLE, JAK TAK DALEJ PÓJDZIE