12/15/2013
właściwie nie wiem w jakim miejscu się znajduje teraz. dzień w dzień chce mi się płakać, a ten śmiech, który jest, kiedy mam okazję być wśród ludzi jest bardzo pozorny. w środku mam rewolucję, rozleciałam się na tysiąc kawałków, których nie umiem złożyć i boję się, bardzo się boję, że przyjdzie taka chwila, że nie wytrzymam, nie dam sobie sama z tym rady, właściwie już nie daje. jakkolwiek te problemy nie byłyby dla kogoś głupie, są moje i narastają każdego dnia. to już nie jest użalanie się, to chyba jakieś wołanie o pomoc, bo każda z myśli, które mam w głowie jest zupełnie inna, a niektóre całkowicie mnie przerażają. tylko egoiści nie wytrzymują, zabierając sobie życie, pamiętam o tym. najbardziej zawodzę się na ludziach, którzy w jednej chwili są ważni, a w drugiej tracą swoją wartość. nie będę w potrzebie, chociaż miałabym się nazywać gównianą przyjaciółką, wolę być żadną, niż taką. już nie chce okłamywać sama siebie. jestem zbyt wrażliwa i uczuciowa, w momencie kiedy okropnie mi na kimś zależy, tracę rozum, rzucam wszystko, biegam, a w większości przypadków wszystko idzie na marne. zawieść się na kimś, to najgorsza z możliwych rzeczy, najbardziej przygnębiająca, nie wspominając już o innych. mam już dosyć, naprawdę tego co się dzieje. chce doczekać studniówki, a jeżeli i ona okaże się rozczarowaniem, to nie wiem czy chce dalej istnieć. to zbędne.