nic z tych rzeczy do tej pory mnie nie ruszało, było zwyczajnie, życie przecież toczyło się dalej
nie gadamy już ponad dwa tygodnie i właśnie dzisiaj zaczęłam o tym myśleć
czemu tak jest, że trzeba zepsuć całą relację, czemu nie moze być normalnie
mamy tyle fajnych wspomnień razem, że nie sposób pisząc o tym, się nie uśmiechnąć
pamiętam frugasy, kinderki, potem skarpetki w kropki, smerfy, tysiące rozmów o wszystkim i niczym, smsy na dobranoc, warszawę, łódź i warszawę, każdą przymierzalnię, szczere i mniej szczere rady, wysoką jakoś automatów z napojami, kalambury, grilla, noszenie na rekach, motor, urodziny, kciuk zasłaniający księżyc, zatrzymanie przez policję, sikanie za blokiem, opijanie prawa jazdy, Twoją i moją 18, wszystkie spacery, każdą kłótnie, która trwała co najwyżej 20 minut, wspólną imprezę, wypad do maka, studniówkę, a teraz? teraz chyba nie ma i nie będzie już nic, chociaż jak patrzę na jakiekolwiek zdjęcie, to uświadamiam sobie jak strasznie bliski byłeś, chociaż niezawsze w porządku
