8/11/2010

Mamy 2 sierpnia, a ja czuję się jak gdyby był 21 lipiec 2009, spełniło się moje, wielkie marzenie, moje marzenie przy dmuchaniu świeczek na torcie, moje marzenie przy spadających gwiazdach.
  Największemu Michaśkowi należy dziękowac, nie za Łódź, za ogromne serce, które musi kochac. Tymczasem idę do deski, gdzie sterta ubrań czeka na żelazko, przejadę parę razy, wkładam rzeczy w moją 'dużą' walize i spadam do Maryśki, do moich pipulów.