8/08/2012

chillout na górce uważam za udany. Spontaniczna decyzja, koc, szklanki, a w efekcie końcowym lech cytrynowy i patrzenie w gwiazdy z dodatkiem lekkiego łaskotania się - jest spoko, zwłaszcza, że dawno tego nie było i prawdopodobnie to jedna z rzeczy, której najbardziej na świecie mi trzeba. Szkoda, że nie może być jak kiedyś, na dzisiaj chciałabym tylko, żeby udało się w ogóle cokolwiek przywrócić do stanu przynajmniej przeciętnego, ale damy rade, tyle razy to powtarzałam... kto jak nie MYY, przecież zawsze gdzieś głęboko zostało jeszcze coś z tych dawnych czasów, bo tak to można już nazwać.