11/09/2012

czym jest to całe życie, nie mam pojęcia. Jak już jest dłuższy czas dobrze, to potem wszystko nagle się sypie. Chyba nie mam ochoty w tym momencie w ogóle żyć, naprawdę. Chciałabym się zamknąć gdzieeeś i nie widzieć tych wszystkich ludzi, problemów, szkoły. Prosiłam o szczęście i jeszcze go nie dostałam, chuj wie gdzie jest, podobno na wyciągnięcie ręki. Często przejmuje się ludźmi, którzy nie powinni pojawić się w życiu, są gówno warci, ale tak cholernie mi na nich zależy. Przywiązać się do kogoś jest naprawdę łatwo, ale potem z dnia na dzień powiedzieć nie i odejść, to ciężka sprawa. Może w ogóle lepiej się nie przywiązywać, ale, jeżeli na początku ktoś sprawia wrażenie dobrego człowieka, to czemu nie? zawsze będziemy się zawodzić, czasem bardziej, czasem mniej, trzeba się uodpornić na porażki, bo z tego co widzę jest ich coraz więcej... niech ktoś mi powie, ze się nic nie stało albo, ze się w ogóle nic nie dzieje. Jutro też nie mam ochoty nigdzie iść, raz poczuje się gorzej i spadam stamtąd..