5/05/2013







wszystkie zdjęcia nawet te bezndziejne. już w czwartek zastanawiałam się jak to będzie, jak zwykle planowałam, wyolbrzymiałam i żyłam nadzieją, która zresztą nie okazała się złudna, chyba po raz 1!
piątek, piwo, spacer, deszcz, poza 'myśliciel', bitwa o łazienkę i trochę nerwów. spanie obok osoby, którą darzy się jakimś uczuciem, to piękna sprawa. sobota, ryszarda zaczepiara, masa filmów, własnoręczny obiad, girll, wieczorny spacer, wiele rozmów i cięższych rozmyślań na temat życia. niedziela, powrót, ryba i zapomniana prostownica. te 3 dni zaliczam do jednych z lepszych w życiu. pierwszych naszych, ale na pewno nie ostatnich. nie wiem skąd to spadło i dlaczego tak nagle, ale ogromnie cieszy. od naprawdę długiego czasu mogę przynać tu i teraz, że jestem szczęśliwa. nie mówię o wielkiej miłości, o cudownym, nie wiadomo jakim jeszcze uczuciu, to dopiero 2 tygodnie i 1 dzień, ale wierzę w przyszłość, w to, że się uda, że warto walczyć, kiedy będzie źle. pierwszy raz jestem w kogoś wpatrzona, wiem, że mogę wiele poświęcić i dać, żeby było dobrze. fajnie żyć z taką świadomością. żeby nie było tak słodko dodam jeszcze, że jest odrobina strachu o odwzajemnienie tych wszyskich uczuć i o to jak są odbierane, czy naprawdę tak, jak ja to czuje. chwilo trwaj, bo jesteś naprawdę piękna. teraz 4 strasznie długie dni osobno. pewnie poświęcę je na naukę i trochę wezmę się za szkołę, bo niedługo matury!