3/23/2015




jest wiosna, słońce, chęci do życia, a ja leżę i umieram, moj brzuch ma już dosyć
wracam do posta, który pojawił się parę tygodni temu, zdecydowanie. 
mimo to zachowam sobie chyba przede wszystkim w sercu ten czas, kiedy byłam naprawdę szczęśliwa. nie chciałam zapeszać, ale nie udało się, kolejny raz.  wina chyba jest gdzieś we mnie? dziwne, że to co było kiedyś zmieniło się o 360 stopni. jeszcze dziwiniejsze, że w tamtym czasie chciałam, zeby kiedykolwiek mi na kimś zależało, a teraz za każdym razem zależy za bardzo. to uczucie nie jest dla mnie, może mam za ciężki charakter? na pewno przez ten cały czas straciłam już większość pewności siebie i dużo zdrowego rozsądku. nie wiem w jakim miejscu jestem, nawet nie wiem co dalej chce ze sobą zrobić. nie mam żadnego planu, celu i, mimo że czuje, że to takie użalanie się nad sobą, nie mam też chęci. muszę się czymś  zająć, przestać myśleć. niedługo 20 urodziny, a ja chyba utknęłam na  jakichś 16,17. 
Inaczej sobie wyobrazałam to wszystko, pierwszy raz odkad jestm tutaj coś takiego czuje, chciałabym tylko sobie z tym poradzić, sama. przecież nikt nie dostaje więcej niż może udźwignąć. dobrze, ze mam jeszcze takie miejsce, w którym  mogę wszystko wylać, sama dla świętego spokoju.  proszę,  niech się jeszcze cokolwiek zmieni.