10/20/2015

Kiedy ja tu byłam... Pojawiam się zawsze, jak jest ciężko. Dziś tak właśnie jest. Mam ochotę sobie pobiadolic. Wróciłam do tego, co było jakoś dwa lata temu. Dziwnie to moje życie ostatnio wygląda, w tygodniu szkoła i nowa praca, w weekend nic albo picie. Może na krótką metę, to dobre rozwiązanie, ale mam wrażenie, że stoję w miejscu. Od ponad dwóch tygodni łapie się mnie każda możliwa choroba, do tego dochodzą nerwy i stres. Nie ma żadnego sensu. Usilnie przez to szukam osoby, która zapelni jakoś te pustkę, a przecież jak się szuka, to zazwyczaj nigdy nie wychodzi. Do tego parę wiadomości, które niby cieszą, bo fajnie, że komuś się układa, ale jednak masakrycznie dobijaja. Ja tez chce zaznać w końcu trochę tego szczęścia, bo cały czas w tej kwestii jest tak samo. Może wina jest w samej mnie, chyba najszybciej. 'Pacia jesteś super, Pacia przecież masz taki dobry charakter, Pacia jesteś za dobra', no to co jest nie tak? W głowie od jakichś 4,5 lat mam jeden urojony ideał, do którego porównuję każda spotkana osobę, a ten ideał to przecież mój przyjaciel, przy ja ciel, który darzy mnie czysta sympatią, po prostu mnie uwielbia, wczorajsza rozmowa doskonale to odsłoniła. Myślałam, że mnie to nie wzrusza, ale byłam w błędzie. Nadzieja jednak tak szybko nie znika z serca. Najgorsze jest to, że chciałabym, żeby taka przyjaźń w czystej postaci oddać i tak po prostu się przytulic, gadać cały czas, bo przecież to najlepiej nam wychodzi i wychodziło. Czasem żałuję, że Cię poznałam, ale potem przypominam sobie każdą sytuację, wszystkie rozmowy, to najgłupsza myśl jaka przychodzi mi do głowy. Chciałbym być taka jak przed tym, kiedy Cię poznałam, taka obojętna. Teraz kiedy zacznę się już starać, zawsze dostaje po dupie. To taka niekończąca się historia, bo przecież za daleko zabrnela, żeby ją uciąć, to raczej niemożliwe, a z drugiej strony niszczy mnie tam w środku. Przecież ta stara Pacia nigdy by się tak nie przejęła jakimś facetem. No właśnie, jakimś. Nie wiem co się musi stać, żeby było dobrze. Chyba ja powinnam wziąć się w garść i postanowićcos, zacząć działać. Boże, trochę mi lżej, jak dobrze, że mam takie miejsce, inaczej bym zwariowala. Chyba nawet nie chce się z nikim dzielić tym, co tak naprawdę w środku czuje.