przy tym przyjemnym zdjęciu z zeszłego roku mogę napisać tylko jedno 'nic nie może przecież wiecznie trwać, co dał nam los trzeba będzie stracić'. Spisuje niektóre rzeczy na straty, wywalam na śmietnik zbyt szybko, ale to niepojęte jak dzisiaj wygladaja nasze relacje. Raz są ponad norme, a chwilami zwyczajnie nie istnieją. Chciałabym, żeby Zola dała więcej od siebie, żeby traktowała niektóre rzeczy na równi, chciałabym, żeby Klima odepchnęła obojętność, żeby Radocha była zaangażowana, zeby Wera była ciałem, a nie duchem i wreszcie, zebym mogła oceniać naszą więź z różnej strony. Wiedziałam, ze kiedys się pozmienia, ale zawsze w tych najgorszych momentarch między nami było dobrze, to jedyne co na co dzień dawało mi wiarę w każdy dzień, nawet jeżeli był już maksymalnie beznadziejny. Gdzieś nam to uleciało, może faktycznie wraz z odejściem Maryśki odeszło wiele istotnych rzeczy, moze coś jest nam pisane. Mimo wszystko ja dalej mam marzenie o naszym potulnym warszawskim mieszkanku... kocham was.