tęsknie za tymi czasami, tak bardzo, wtedy wszystko było proste i dużo inne, najbardziej dotkliwy ból nie był w stanie wygrać z największym i najlepszym wsparciem na świecie. Dzisiaj wiem, właściwie jestem przekonana co do tego, że prawdziwa przyjaźń i miłość nie istnieją. Wszystko jest przelotne, nawet jeżeli trwa lata, to własnie te kilka lat w porównaniu z całym życiem są chwilą, być może jedną z najpiękniejszych jakie dane są do przeżycia. Nawet jeśli bylibyśmy najbardziej upartymi, wytrwałymi w dążeniu do celu ludźmi i tak nie osiągniemy nic, bo chyba gdzieś, ktoś określił jak to ma być. Już nie jest i nigdy nie będzie jak kiedyś. Mam wrażenie, że człowiek musi w stu procentach żyć dla siebie, nie przywiązywać się do ludzi i miejsc, budować swoje szczęście, które będzie mógł wspominać jak już przejdzie przez to, co jest mu przeznaczone.
Czuję sie ostatnio jak odrzutek, ktoś wykluczony wśród ludzi, którzy niewątpliwie są mi najbliżsi. Pewność siebie gubi, pewność co do uczuć, czasu i nieprzemijalności, klapki na oczach są wbrew pozorom przyjemnym zjawiskiem z dość kiepskimi skutkami, ale na dłuższą metę burzą zewnętrzny spokój.
dziwny tok myślenia nie sprzyja niczemu. gdzieś tam plączą mi się wydarzenia od listopada do maja, czasem nawet z bardzo dużą ilością tęsknoty i chęcią cofnięcia czasu, izolacji i zmiany siebie. nie wiem czemu tak, niby to wszystko jest już przeszłością, ale sentyment, on nie mija.
saaaaaaama nie wiem już nic. plusem jest to, że trochę czuję święta